Prawo karne – jak łatwo z nim zadrzeć

Absurdy prawa karnego

Jakiś czas temu miała w moim życiu sytuacja, której pewnie dziś w ogóle bym nie wspominał. Niestety pociągnęła ona za sobą bardzo nieprzyjemnie konsekwencje. Nawet nie śmiałbym myśleć po tym co zaszło. Ale od początku: pracuję w sporej korporacji. Praca jest dobrze płatna, natomiast niekoniecznie ciekawa. Od poniedziałku do piątku, stawiam się w biurze punktualnie o godzinie ósmej, po to by chwilę po wypiciu porannej kawy, zabrać się do papierkowej roboty. Kończę o godzinie szesnastej (czasem zdarza się, że nieco później – oczywiście nieodpłatnie). Żyjąc w takim, do granic możliwości usystematyzowanym trybie, związanym w sumie nie tylko z pracą, ale i resztą obowiązków, które czekają na mnie po powrocie do domu, nie powinien dziwić nikogo fakt, że w piątek wieczorem mam ochotę się po prostu odprężyć. Dlatego też, wolne wieczory spędzam w towarzystwie znajomych, albo na „domówkach”, albo „na mieście”.

Ten wieczór

W ten feralny, piątkowy wieczór, wraz z przyjaciółmi wybraliśmy tę drugą opcję. W zasadzie można powiedzieć, że nasze wyjście dobiegało już końca. Standardowo, po wypiciu niemałej ilości alkoholu, przyszedł czas na uzupełnienie zawartości naszych żołądków. Wraz ze znajomymi byliśmy w trakcie konsumpcji klasycznego dania kuchni tureckiej – kebaba. Do lokalu weszła grupa mężczyzn, którzy skierowali się ku wolnym stolikom, znajdującym się za nami. Jeden z owych mężczyzn, przechodząc obok nas, zahaczył mojego znajomego. W efekcie czego kebab, który znajdował się w jego ręce spadł na buta nieznajomego mi człowieka. W tej samej chwili gość wpadł w totalny szał. Zaczął szarpać mojego kolegę i mu grozić. Zaznaczę, że wszystko obserwowane było przez obsługę lokalu, a także parę innych, przypadkowych osób. Jako, że byłem obok atakowanego znajomego jednym mężczyzną w naszej grupie, podszedłem by mu pomóc. Zostałem jednak bardzo szybko odepchnięty przez nerwowego napastnika. W momencie gdy na mojej kurtce, pojawiły się plamy po sosie, także zrobiłem się nerwowy i ruszyłem na niego w nieco bardziej zdecydowany sposób.

Absurd

Nie wdając się zbytnio w szczegóły, muszę przyznać, że cała sytuacja oraz procenty płynące w naszej krwi, sprowokowały nas do zwyczajnej bójki. Zwycięsko z niej wyszedłem ja i mój kolega z pracy. Człowiek, który był prowodyrem całego zamieszania, na odchodne – wycierając złamany nos z krwi, rzucił w naszą stronę słowa: „Jeszcze zobaczymy, szukajcie lepiej adwokata”. Wtedy wydawało mi się to być całkiem zabawne. Sam zaczął awanturę, dodatkowo na oczach świadków. Wydaje mu się, że będzie w stanie wpędzić nas w jakieś tarapaty – pomyślałem. Prawo karne nie jest może moją specjalnością, lecz wydawało mi się, że żyjemy w cywilizowanym kraju. W takim w którym sądy potrafią rozróżnić napastnika od ofiary. Także obronę własną od niepotrzebnego wyładowywania swojej frustracji. Po dwóch tygodniach okazało się, że byłem w błędzie, a moje myślenie było dość naiwne, ponieważ otrzymałem wtedy wezwanie do sądu. Zostałem bowiem oskarżony o pobicie. W pierwszej chwili, pomyślałem, że to jakiś żart. Jak człowiek, który sam zamierzał nas pobić, może oskarżać nas o to samo, podczas gdy my tylko się broniliśmy?

Przestroga

Nie traciłem jednak czasu i od razu skontaktowałem się z moim obrońcą, któremu wytłumaczyłem całą sytuację oraz jej okoliczności. Liczyłem na to, że powie mi coś co mnie uspokoi, jednak on poinformował mnie, że jeżeli wyrządziłem temu człowiekowi jakąś krzywdę (którą z pewnością był złamany nos), to ciężko będzie nam wygrać tę sprawę. Tak też się ostatecznie stało: sąd nie zaakceptował tego, że to nie my byliśmy agresorami w tym zajściu. Nagrania z lokalu wykazały, że to po moim ciosie, na twarzy tamtego człowieku pojawiła się krew, co poskutkowało wyrokiem skazującym mnie, na szczęście tylko na karę poniesienia kosztów leczenia jego nosa. Podsumowując, jeśli kiedyś przyjdzie Wam się kiedyś bronić przed pijanym i agresywnym człowiekiem „na mieście”, uważajcie tylko na to, by nie bronić się zbyt skutecznie. W przeciwnym wypadku możecie ponieść z tego tytułu spore konsekwencje.